Nowy rok, nowy wpis

Tym razem bez żadnych obietnic. Nie, nie mam zamiaru od nowego roku dodawać wpis co najmniej raz w miesiącu, nie będę obiecywał, że zakończę rozpoczęte już projekty. O ile okłamywanie siebie jest wpisane w ludzką egzystencję to okłamywanie kogoś jest już nie w porządku :) Życie się toczy, mamy wiele planów i czasem zwyczajnie nie wyrabiamy się ze wszystkim. Strona po raz kolejny wisiała bez aktualizacji przez kilka miesięcy. Cieszy mnie jednak fakt, że w tym czasie otrzymywałem od was maile. Dzięki! Jadnak czułem że powinność nie została spełniona. Niech więc hobby pozostanie hobby, czyli odprężającą, niezobowiązującą zabawą. Bynajmniej nie opuszczę strony na rzecz warsztatowej samotni. Nadal będę wrzucał co ciekawsze zdjęcia i przemyślenia, dokładnie tak samo jak wcześniej. Przy czym nie będę Was okłamywał, że zacznę robić to regularnie :) Tyle słowem wstępu. Pora na kilka noworocznych przemyśleń. Swoją drogą, chyba tworzy się tutaj tradycja noworocznych wpisów o byle czym :)

 

Byznes is byznes
Jak pewnie pamiętacie, a przynajmniej część z Was, pracowałem zdalnie na pół etatu przy kompie. W tej kwestii nic się nie zmieniło… i wiecie co, polecam, szczególnie jeśli macie mnóstwo pasji, na które brakuje Wam czasu. 4 godziny klepania cyferek i tekstu da się przeżyć, a potem hop w gacie z bundeswehry i do warsztatu albo w teren. Ja oczywiście mogę sobie mędrkować bo mi się udało, zazwyczaj rzadko zdarza się możliwość pracy zdalnej, tym bardziej na niepełny etat. Świat się jednak zmienia i wydaje się że tego typu praca może być coraz bardziej popularna. Słowem… chcesz robić łuki, to naucz się roboty na komputerze. Kolejny paradoks łucznika :) Ot pomysł życie, jeden z wielu.

Skoro mowa o biznesie i pracy. Ponoć powstaje konstytucja dla biznesu. Ależ ja uwielbiam nowinki ze świata polityki! Do tej pory zachwalam brak telewizora na moim mieszkaniu. Dopiero po dłuższym czasie nieoglądania tego badziewia da się zauważyć jakie to wyżymaczki mózgu. Do tego stopnia, że niedobrze się robi od samego oglądania prezenterów. Dzikusem jednak nie jestem, mam internet i radio. O-la-boga! Nawet Netflixa mam :) Ale wracając do nowinek. Ponoć od tego roku rusza działalność nierejestrowana/nierejestrowa – prezenterzy jeszcze się nie zdecydowali. Otóż malutkie firmy które zarabiają poniżej 50% minimalnej krajowej (na ten rok ok 1 tys) nie muszą rejestrować działalności i nie muszą odprowadzać podatku. Czy ZUS naprawdę jest gotowy na „TAKI CIOS”? ;) Nie wiem. Nie wiem też na jakieś zasadzie ma się odbywać sprzedaż w firmach nierejestrowanych. Mimo to wstępnie jestem dość entuzjastycznie nastawiony. Widzę tu przede wszystkim bardzo duży potencjał dla ludzi, którzy zajmują się drobnym wytwórstwem. W końcu nie będą musieli ukrywać się w swych jaskiniach i wyjdą na światło dzienne. W końcu rzemieślnik który po godzinach klepie fenomenalne noże nie będzie musiał się bawić w konspirację, będzie mógł budować markę i otwarcie prezentować swoje wyroby. O zgrozo! Będzie mógł publicznie powiedzieć, że zrobi nóż na zamówienie. Jeden nóż za 1000 zł miesięcznie to naprawdę fajna premia do wypłaty pracowniczej. Rzecz jasna nadal nie jest to sposób na życie, jako jedyne źródło utrzymania. Choć ja sam nie chciałbym żeby robienie łuków było moją pracą i jedynym źródłem utrzymania. Jestem pewny że po 2 miesiącach znienawidziłbym robienie łuków. Trochę nie rozumiem ludzi którzy mówią ” najlepiej kiedy Twoja praca to też pasja”. Czy aby na pewno? Może w pewnym stopniu tak. Dla mnie praca to praca, ok można ja lubić, ale żeby praca była pasją którą kochasz przez te wszystkie przerobione godziny. Kiedy zaczynasz rozumieć że robisz to w sumie dla pieniędzy, a nie dla siebie? Ok… ale każdy ma swoje zdanie.  No nic, zobaczymy czy konstytucja dla biznesu wejdzie w życie. Zapis na temat działalności nierejestrowanej miał wejść w życie od 1 stycznia. Póki co brak konkretnych informacji. Jeśli się uda to kto wie, ziści się moje kolejne marzenie?

 

Marzenia są po to żeby je spełniać…
…a co kiedy wydają się tak złożone że boimy się, że zabraknie nam sił i chęci żeby je spełniać? Też tak macie? No jasne. Każdy ma marzenia i w większości boimy się za nie zabierać. Przecież to marzenia.. ich się nie realizuje. O nich się tylko mówi. To ja Wam powiem o swoich.

Sprawy bardziej osobiste pominę, budowę domu też. Choć mój własny drewniany domek z warsztatem wydaje się największym przedsięwzieciem jakie zamierzam zrealizować. W tej kwestii zarysowałem chociaż horyzont, droga nadal daleka. Jak już będę miał swój warsztacik we własnych 4 kątach chętnie będę przyjmował Wasze odwiedziny, bo kilka propozycji już było. Teraz jest to trochę skomplikowane. Czas pokaże, krok po kroczku. Te małe marzenia udaje się co jakiś czas realizować przy odrobinie samozaparcia (mam tu na myśli chociażby nasz projekt prehistoryczny, budowę liry korbowej, budowa gitary elektrycznej, uszycie samemu solidnej pary butów do reko, czy własna gierka komputerowa itd.). Teraz czas na coś nieco większego. W sumie prace rozpoczęły się już ponad rok temu, może dwa lata temu. Mam zamiar wydać własną grę karcianą. Jestem grafikiem i mam głowę do myślenia, więcej nie trzeba. Na dzień dzisiejszy mechanika jest w dużej mierze opracowana. Nadal prowadzę beta-testy z nieszczęśnikami, których spotykam na drodze. Najwięcej cierpliwości musi mieć moja żona. Dzielnie to znosi i sypie pomysłami. Moja! :) Gra oparta w pewnym stopniu o książki, które napisał brat. Będzie w klimatach wiejskiego fantasy ze szczyptą „śląskości”. Wydaje mi się, że 1/4 prac za mną. Jest mechanika, już całkiem dobrze grywalna, choć jeszcze potrzeba trochę szlifu. Następnie trzeba opracować całość merytorycznie i graficznie. To ostatnie będzie największym wyzwaniem. Na dzień dzisiejszy jest ponad 150 kart do zilustrowania. Uwierzcie mi jest co robić, ilustracje trzeba najpierw wymyślić, sam pomysł czasem zabiera więcej czasu niż rysowanie. Im gra była coraz bardziej rozwinięta tym bardziej zaczynałem się zastanawiać nad platformą craftfundingową typu wspieram.to lub polak-potrafi. Jest to całkiem spore przedsięwzięcie, ale daje największe szanse na profesjonalną realizacje projektu. Nie wiem czy znajdą się darczyńcy, ale liczę optymistycznie, że tak. Aktualnie bije się z myślami czy startować już w tym roku. Oznaczałoby to rezygnację z wielu innych rzeczy, w tym łuków. Ale jestem coraz bliżej myśli, że jeśli nie teraz to nigdy. Pewnie za rok pojawi się coś jeszcze ważniejszego do zrobienia. Także czas spiąć pośladki i po prostu zacząć działać. W może być jeszcze mniej wpisów niż w zeszłym roku. No cóż, coś za coś. Ważne żebyście wiedzieli że to nie tylko z powodu mojego lenistwa :)

Tak to wygląda w wersji testowej… zdjęcie chyba sprzed roku :)

Co do gry plany są następujące. Do końca wiosny chciałbym przygotować wszystko co potrzebne, żeby wystartować na platformie craftfundingowej i z początkiem wakacji ruszyć. Jesień/zima to będzie czas na realizację. Myślę, że nagrody przy finansowaniu będą dość atrakcyjne. Może nawet łuk na którymś progu? Pewnie nie raz poproszę Was tutaj o wsparcie. Będę uderzał na wszystkie fronty. Grunt to mieć wizję i wskoczyć w nurt. Albo dopłyniemy albo wyrzuci nas gdzieś po drodze na brzeg.

Tym razem nie będę się specjalnie rozpisywał, przy okazji startowania z żebraniem na pewno pojawi się szerszy opis, a w między czasie mam wielką nadzieję, że nowe łucznicze wpisy. Niebawem powinien się pojawić jeszcze jeden nie-łuczniczy, na temat naszej sauny z bali. Grzejemy się tam już drugą zimę a dokumentacji brak.
Dzięki za uwagę,
Pozdrawiam i spełnienia marzeń w nowym roku :)
Tomek

 

PS. Na zdjęciu tytułowym Floki. Nasz futrzak, który nie pozwala żebym się nudził. Kocha was wszystkich, uwierzcie mi :)

1 Comment

  1. Nie będę musiała się kryć z haftami…że niby tylko pasja…:D Pożyjemy,zobaczymy. Spełnienia marzeń Tomku. Serdeczności

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 Tomasz Bolik

Theme by Anders NorenUp ↑